no i dotarlam. bez opoznien. 9.15 – kurt wyladowal w polsce…
dziekuje wszystki za wsparcie.
teraz stracie numer dwa: ujot session.
sama nie wiem co robilam od rana, nic specjalnjego… taki dzien oczekiwania. o 16 zjedlismy ciacho pozegnalne, wreczylam moje prezenciki, dostalam od tipplow zdjecie w ramce, uroczo! a potem pakowanie. walizka wazy 25kg, jest przeogromnie napakowana! a teraz czekam… czekam zeby dzieciom przed snem powiedziec dobranoc i sie pozegnac, czekam zeby pojsc spac i czekam zeby wsiasc do taksowki o 4.15. i potem samolotem… do domu!:)
w czwratek ostatnie wielkie sprztanie u tipplow. popoludniu probowalam zasiasc do slowek z dojcza, ale znowu zasnelam! tym razem poltora godziny z gorka! eh!
w piatek luz blues. wszyscy szwedzi maja wolna bo 6. czerwca to swieto narodowe. tipplowie w domu. ja od rana probowalam cos zrobic i nawet nie poszlo mi tak najgorzej. zajelam sie jednymi niemieckim, drugim, lacina… zrobilam kartki dla dzieciakow i wypisalam karte dla ali i mattha. napisalam dla alison krotkia opinie jak mi sie pracowalo u nich. dostalam referencje. wieczorem ksiazka. taki ten dzien niby najezony zajeciami ale jakis leniwy i powolny… upal mamy straszny!
nadszedl czas na zakupy prezentowo-pozegnalne dla rodzinki. mialam ambitny plan zeby zrobic sobie zdjece w aparacie samoobslugowym i dolaczyc do prezentow. niestety nie przeczytalam instrukcji zbyt uwaznie i nici z tego wyszly. mam cztery dziwne zdjecia: z zamnietymi oczami, polotwartymi ustami, spojrzeniem w bok oraz w polzgieciu, szalenstwo!;) nie ryzykowalam drugi raz. wrocilam do dom, wzielam sie na niemiecki i co? zasnelam! przebudzilam sie moze po godzinie i wybiegalam z pokoju myslac: zaspalam! nie poszlam na zajecia! spoznilam sie! jednoczesnie probowalam ustalic na ktora mialam zajecia, jaki mamy dzien tygodnia i co ja tu robie. po ustaleniu rzeczywistosci wyszlo mi sie jestem glupkiem;) bylo po 17, dzieciaki w domu, a ja mam sie uczyc. coz. kolejnym etapem wykonywania zajec ciekawszych niz dojcz bylo wybranie sie do Basi po tlumaczenia z niemieckiego ktore jej zostawilam. postanowila polaczac pozyteczne z praktycznym i pobieglam do Basi i spowrotem. wg google droga w jedna strone ma 3,4 km. odleglosc calkiem przyzwoita:) po powrocie spokojnie, powolutku cos tam sobie przyswajam:)
dzis poranek byl w wersi Lux! jechalismy do przedszkola samochodem a potem zostalam podrzucona na ropsten przez matthew. wszystko to z tej okazji ze mialam byc na 9 na uczelni, na egzaminie. kiedy dzien wczesniej zapytalam czy mozemy wyjsc z dziecmi odpowiednio wczesniej z domu, w odpowiedzi uslyszalam, ze mozemy jechac samochodem, zebym sie nie spoznila! no i pieknie! dojechalam na uczelnie 45 minut przed czasem! spokojnie wydrukowalam sobie najswiezsza wersje naszego wypracowania, bo mialam w domu stare i costam sobie poczytalam. od 9 do 15 z przerwa na lunch trwaly obrony prac. autorzy siedzieli na wprost oponentow, w sali, przy reszcie grupy i najpierw bylo krotkie przedstawienie pracy przez autorow, potem ogolny komentarz i pytania tudziez uwagi oponentow i konczace zdanie. tak ok. 45 minut na kazda prace. generalnie bylo ok podczas obu naszych wystapien. chociaz moje gadatliwe kolezanki nie daly mi za czesto dojsc do glosu. po wszystkim wybralismy sie na piwo z calkiem niezla frekwencja (11 osob). opowiedzielismy sobie jakie kto ma plany na przyszlosc i potem zwinelam manatki do domu. w domu relaksik. i kkooonniiiiecc! niesamowite.
rano opowiadalam danielowi ze to ostani poniedzialek, kiedy zawoze go i katy do przedszkola. zapytal: to kto teraz nas bedzie odwozil? mogl chociaz sie wzruszyc czy cos;) a potem na uczelnie! umowilam sie wczesniej z Inha, zeby cos pocwiczyc przed wejsciem na sale, na egzamin. spotkalysmy jednak ludzi z grupy wiec byly pogaduchy ogolne, po jakims czasie jednak zebralysmy sie na gore i oczekiwalysmy pod pokojem na nasza kolej, rozmawiajac o wszystkim i o niczym. gdy juz nastala nasz tura, weszlysmy i Urban (mialysmy z nim ustny na poczatku) powiedzial ze mozemy wybrac temat ktory nam odpowiada, my sie bylysmy zdecydowane wiec padlo na sport i olimpiade w chinach. Inha nawijala jak najeta! ja odzywalam sie czasem, nie za duzo, ale generalnie chyba niezle. mialam poczucie ze mowie do rzeczy w miare, wiec jest ok. urban nam podziekowal i tyle. oceny za tydzien albo dwa! bo protokol trzeba zrobic i tak dalej… z tego co dojrzalysmy na jego rozpisce ocenowej, wiekszosc osob w grupie miala C. ja tez bym sie chetnie zadowolila taka ocena. naszych niestety na rozpisce jeszcze nie bylo.
jutro obrona projektu o kawie i nasze opinie o projekcie “szwedzie swieto narodowe” czy cos w ten desen.
wstalam wczesnie wyjatkowo i zaczelam ambitnie od czytania tego co sobie wydrukowalam do przygotowania sie na ustny. dostalismy bowiem tematy ktore beda. sa one bardzo obszerne i bardzo spolecznie, niestety.
1. spoleczenstwo kontorlowane – coraz wieksze mozliwosci kontrolowania obywatela przez panstwo. do tego cztery linijki slow kluczowych w stylu: dane personalne, komornik, google, gps, monitoring, ubezpieczenia itp, itd.
2. sport – komercja, zdrowie, costam – na przykladzie Olimpiady i Chinach. slowa kluczowe tez na cztery linijki.
3. DNA-technika – ratunek, niebezpieczenstwo czy obydwa. i rzecz jasbna kupa slow kluczowych.
zajmowalam sie przegladanie, podkleslaniem, czytaniem i przyswajaniem przez caly dzien, ale z wieloma przerwami. na krotkie opalanie:) obiad, wyprawe na lody do centrum.
dostalam smsa od chicharu, ze nie przyjdzie na egzamin bo jest w depresji po pisemnym i nie umiala sie za nic wziac (japonka! calkiem inna mentalnosc!) wymienilysmy pare smsow i kiedy polecialm jej zjesc sobie czekolade i kieszyc sie tym glupim sloncem ktore tak uparcie swieci, odpisala ze zawsze jej poprawiam humor i ze cieszy sie ze jestesmy razem w grupie! milo, nie?:)
wycieczka calorodzinna na szkiery:) lodka 55 minutek i pyk! wyspa Grinda. kamienie, skaly, drzewa, las, ludzi duzo, lunch, moczenie nog, zbierania kamieni z danielem itp. bylo milo:) to byl taki wyjazd podziekowaniowy bo w sumie niedlugo jade do dom, nie?:)
dzieci, sprzatanie, obiad i na egzamin! dojechalam sporo wczesniej (czytaj jakis kwadrans), ludzi juz bylo sporo. i co? 13.30 – zaczelo sie. napierw wypracowanie na 400 slow. temat: kosmos – nadzieja czy zagrozenie? no sredni im sie wymyslil… wszyscy mieli skwaszone miny. cos tam wypocilam przez 2 i pol godziny i na przerwe. potem zmaganie z dwoma czytaniami ze zrozumieniem. 60 minut i 35. obydwa przyjemne i obydwa zrobilam przed czasem. wydawaly sie niepokojaco proste! w pierwszym bylo 5 tekstow z pytaniami typu: czy takie stwierdzeinie bylo w tekscie, co uwaza autor, jaki styl wypowiedzi itp. zarowno pytania zamkniete jak i otwarte. teksty traktowaly o mechanice (moj ulubiony! bo wstep byl o friskiss&svettis czyli ten fitness na ktory chodze:)), chorobie jakiejs morskiej, universytetyach w szwecji i jeszcze ale nie pamietam. drugie czytanie ze zrozumieniem to byl 1 tekst dlugasny o wyspach owczych i do tego parenascie pytan na wyszukiwanie informacji, np. ile gatunkow ptakow zarejestrowanych jest na wyspach albo gdzie lezy lotnisko:) sama przyjemnosc! po czesci czytanej jestem bardzo zadowolona. z pisemnej sredio, ale ogolnie kul! dlugo trwalo ale juz z glowy!
jedna trzecia szwedzkiej sesji za mna:)
ostatnie realia- oddanie wypracowan (pisalam o mowieniu na ty w Szwecji). moja radosc nie ma granic! dostalam… A !!!:) najwyzej jak sie da!:) jedna z 8 ocen A na 70 prac!:) suuuper, nie? musze podziekowac Lucii za sprawdzenie moich wypocin. ach! z racji tego ze z egzaminu mialam D a teraz A to na koniec najprawdopodoniej dostane C, czyli odpowiednik naszej czwórki! i ta czworke bede miec przepisana na realiach w krakowie! juhu!:)
JUTRO PIERWSZY EGZAMIN – PISEMNY SZWEDZKI! START: 13.30
trzymta kciuki!
ps. a Mona wygrala You can dance – Scandinavia:)