nadszedl czas na zakupy prezentowo-pozegnalne dla rodzinki. mialam ambitny plan zeby zrobic sobie zdjece w aparacie samoobslugowym i dolaczyc do prezentow. niestety nie przeczytalam instrukcji zbyt uwaznie i nici z tego wyszly. mam cztery dziwne zdjecia: z zamnietymi oczami, polotwartymi ustami, spojrzeniem w bok oraz w polzgieciu, szalenstwo!;) nie ryzykowalam drugi raz. wrocilam do dom, wzielam sie na niemiecki i co? zasnelam! przebudzilam sie moze po godzinie i wybiegalam z pokoju myslac: zaspalam! nie poszlam na zajecia! spoznilam sie! jednoczesnie probowalam ustalic na ktora mialam zajecia, jaki mamy dzien tygodnia i co ja tu robie. po ustaleniu rzeczywistosci wyszlo mi sie jestem glupkiem;) bylo po 17, dzieciaki w domu, a ja mam sie uczyc. coz. kolejnym etapem wykonywania zajec ciekawszych niz dojcz bylo wybranie sie do Basi po tlumaczenia z niemieckiego ktore jej zostawilam. postanowila polaczac pozyteczne z praktycznym i pobieglam do Basi i spowrotem. wg google droga w jedna strone ma 3,4 km. odleglosc calkiem przyzwoita:) po powrocie spokojnie, powolutku cos tam sobie przyswajam:)
musze obadać jak działają tutaj te foto automaty! :)
komentarz - autor: izzo — 080604 @ 20:57
‘głupek’ fajne słowo. było nie było :)
komentarz - autor: mary — 080604 @ 21:48
rozumiem ze zarcik jezykowy na czesc niemieckiego..
komentarz - autor: Ania cma — 080604 @ 23:50